Tygodnik Krąg z dnia 7 maja 1999 r.
Chciałbym kiedyś jeszcze zobaczyć moich kolegów, z którymi razem służyłem podczas wojny. To byli dobrzy ludzie, dobrzy koledzy. Owszem, byli też tacy, których się balem, ze coś mogą mi zrobić. A wojna to straszna zawierucha. Bardzo bym jednak chciał zobaczyć jeszcze moich kompanów z wermachtu - tymi słowami rozpoczął opowieść o niebywałej historii swej wojennej służby pewien starszy pan. Zastrzegł sobie jednak anonimowość.
"GUTTER SOLDAT"
Kiedy Armia Czerwona wkroczyła na tereny Polski wschodniej, nam jeszcze niepoborowym, dano rok czasu. Dopiero w lutym 1941 roku zaczęto wzywać nas na komisję do Armii Czerwonej. Mnie dano do ciężkiej artylerii. Czekaliśmy aż nas rekrutują. Na Boże Ciało wezwał nas sołtys do gminy, abyśmy wzięli udział w "biegach poborowych"; była to moja ostatnia zabawa na wolności na wiele lat. Za tydzień czy dwa Niemiec uderzył na ZSRR.
Dopiero w lutym 1943 roku dostaliśmy, my Polacy, wezwanie aby zgłosić się do jednostki niemieckiej. Powiedziałem, że się boję, bo nie znam języka niemieckiego, a oficer na to, że nie będziemy musieli wyjeżdżać na roboty, bo będziemy pracowali w transporcie przy wojsku niemieckim.
BOLSZEWIK, NIEMIEC DWA BRATANKI
Nikt z nas nie wiedział co może nas tam spotkać. Szczerze mówiąc doszliśmy do wniosku, że jest nam obojętnie po której ze stron służymy - u bolszewików, czy u hitlerowców. W końcu i tak nie mieliśmy szans aby walczyć w polskim wojsku. Po tygodniu zgłosiliśmy się do koszar, a tam nas umundurowano, nakarmiono i zaczęto nas ćwiczyć. Zebrało się nas 6 wagonów towarowych. Pozwolono nam śpiewać "O mój rozmarynie", a ludzie dokoła dziwili się co to za wojsko! Następnego dnia dojechaliśmy do Kowna. Jeszcze tego samego dnia pociąg ruszył gdzieś na północ i dopiero nad ranem dojechaliśmy do Rygi. Dostaliśmy zupę, chleb i trochę masła. Ż Rygi dalej na północ. Nigdy nie widziałem takich pięknych domów, dróg asfaltowych. Następnym etapem "podróży", była Valga. . Stamtąd ruszyliśmy do Pskowa, a stamtąd do wsi Dziołża. Już o piątej nad ranem zostałem wezwany do koni. Mieliśmy je czyścić, zajmować się nimi; i taki żywot wiedliśmy jakiś miesiąc. Pamiętam jak dziś 13 kwietnia 1943 roku, dostaliśmy informację, że Niemcy odkryli masowe groby polskich oficerów w Katyniu. Wówczas taki stary hauptman, nazwiska nie pamiętam powiedział, że na pewno przestrzegano nas przed hitlerowcami, ale to Armia Czerwona wymordowała , polskich oficerów.
PAPIEROSY W NAGRODĘ l Z LITOŚCI
W kwietniu mieliśmy wizytację generała. Okazało się, że był tak zadowolony z salutowania grupy Polaków (a było nas tam około 60.), że zwiększył nam przydział papierosów z 300 na 350 miesięcznie. Wszystko to oczywiście zagrania propagandowe, źeby tylko nas pozyskać.
W połowie maja dostaliśmy rozkaz wyjazdu na front. Znów ruszyliśmy do Pskowa, a stamtąd w kierunku Leningradu, do miasta Tosno. Nie zostaliśmy rzuceni od razu na front, lecz rozbiliśmy się w niewielkiej wsi, dokoła której były straszne bagna. Z grupą Polaków miałem ściągać z lasu drewno na prowizoryczne tworzenie drogi, aby tamtędy mogło przejść wojsko, Byliśmy tam do końca czerwca, do czasu, aż wyruszyliśmy do na front. Pamiętam, że przejeżdżaliśmy koło miejscowości Mga. Był tam niedaleko łagier na który skazywano niemieckich żołnierzy za przeróżne przewinienia. Prowadziłem konie, a tu nagle woła mnie przez płot Niemiec i pyta: "Haben się zigaretten "? Dałem mu 5 papierosów i mówię mu że jestem Polakiem. Boże! Jak on zaczął przeklinać Hitlera i tę wojnę!
NIEMCA W TWARZ
Na Zielone Świątki przyszło rozporządzenie, że katolicy mogą iść na nabożeństwo. I rzeczywiście, o ósmej rano po śniadaniu wyszliśmy z koszar dwa kilometry; pod lasem stał krzyż i było nas :am z półtora tysiąca, Niemców i Polaków, i pierwszy raz dostaliśmy komunię bez spowiedzi. Powiedziałem wtedy do kolegów: Jeżeli Pan Bóg jest tutaj, to może wrócimy do domu.
Na froncie wiedliśmy życie bardzo często zwyczajne. Kiedy nic nie było do roboty, człowiek sam wymyślał sobie zajęcia. Któregoś razu, miał przyjechać jakiś ważny generał ze sztabu, więc cały dzień czyściłem konie, tak aby oficer kiedy przejedzie po nich białą hustką nie znalazł choćby śladu. Jeden Niemiec, pamiętam, był bardzo nerwowy. Pyta mnie, czy nie wiem, gdzie jest szczotka io końskich kopyt. Ja na to, że nie wiem. A on jak nie zdzieli mnie pod żebro. To, co zrobiłem, to był odruch. Po prostu uderzyłem go zgrzebłem o głowę. On upadł pod moje konie, a ja mało nie umarłem ze strachu. Widział to kapral i kazał Niemcowi złożyć meldunek. Dla mnie to była kula w łeb, pomyślałem. Jednak nie dożył na mnie meldunku, a cała sprawa rozeszła się po kościach. oficer niemiecki po jakimś czasie powiedział do mnie, żebym się sie martwił, bo jestem dobrym żołnierzem. Bist du gutter saldat -powiedział.
AKOWCY ZABIERAJĄ BUTY
Prawie pod koniec wojny dostałem kilka dni urlopu. To się rzadko zdarzało, aby żołnierz który nie był z pochodzenia Niemcem, dostawał urlop. Mnie się udało. Pojechałem więc. A był to czas, kiedy Niemcy przegrywali wojnę i widać było ich koniec. nawet kilku Polaków uciekło z jednostki. Ja postanowiłem nie dezerterować.
Kiedy przyjechałem do domu, cała rodzina była szczęśliwa. Którejś nocy, do drzwi zapukali partyzanci z AK. Kazali odlać mundur, broń, buty. Idź i "wydaj nas gestapo - powiedzieli. czywiście nie poszedłem. Nie mogłem też wrócić do jednostki, bo pewnie by mnie rozstrzelano. Postanowiłem wówczas pójść do polskiego wojska. Jednostka dopiero się formowała. Wielkie za-nieszanie tam panowało, nikt nie dał nam ani chleba, ani kawy;
Sami musieliśmy się troszczyć o siebie. Oj, biedne to było wojsko. Losy moje potoczyły się szybko. W kilka tygodni później zestaliśmy przerzuceni do Gubina, później do Kożuchowa. Odszedłem z wojska, zamieszkałem pod Nową Solą, założyłem rodzinę. Na Wschodzie zostawiłem rodzinę, to było dla mnie bardzo ciężkie.
Dziś, kiedy to wszystko wspominam, cieszę się, że coraz bardziej zacieśniają się więzi między Polakami i Niemcami. Oni nie są winni, że musieli brać udział w ten bezsensownej wojnie. Spotkałem wielu porządnych Niemców, którzy nie chcieli walczyć, bo mieli rodziny, dzieci, żony. Ktoś na nich czekał. Nie wszystkim się jednak dało wrócić. Ja byłem szczęśliwcem.
Wysłuchała: Ewa Gruber
Jest to prawdziwa historia, którą opowiedział nam pewien mieszkaniec podnowosolskiej miejscowości. Nie chciał ujawniać swoich personaliów, bo jak mówi, nie chce, aby dowiedzieli się sąsiedzi, znajomi. Mogą mnie ile zrozumieć, a ja chcę tylko trochę "wybielić" Niemców. Zwłaszcza teraz, gdy polska jest na drodze pojednania z sąsiednim narodem twierdzi.
Czy teraz się dziwicie ,że przeżyłem szok jak to przeczytałem. Później się dowiedziałem , że innych polaków też brano do wojska.
Tadeusz Brożbar
Początek
książki...O
Galicji ...Zdjęcia
z kresów ..Mapy
historyczne..Kresy
wschodnie