Wyrywki z Biuletynu Informacyjnego pisma konspiracyjnego Armii Krajowej
|
|
---|---|
|
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 14.08.1941 rok |
|
R ó ż n e. - Przed rozpoczęciem działań na Wschodzie, wojskowe władze niemieckie skoszarowały w specjalnych obozach setki chłopów wraz z podwodami. W chwili wybuchu wojny popędzono ich na Wschód. Od wielu z nich nadchodzą listy z okolic Baranowicz a nawet Mińska. Zostali oni umundurowani i przydzieleni do grup niemieckich. WARSZAWA Branka szoferów. W ostatnich dniach polecono Arbeitsamtom w Warszawie sporządzenie dla władz wojskowych wykazu imiennego szoferów, pracujących obecnie w swoim zawodzie. Zażądano również od osób z Automobilklubu Polskiego przejrzenia skonfiskowanych w swoim czasie przez władze niemieckie list członkowskich tego stowarzyszenia i wykreślenia osób spoza Warszawy. Jako pierwszy wynik tej akcji, kilkudziesięciu szoferów amatorów i zawodowców w Warszawie zostało powołanych do kolumn samochodowych armii niemieckiej. Według informacji ze źródeł niemieckich jest to dopiero początek szeroko zakrojonej akcji mobilizacyjnej szoferów polskich. |
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 21.08.1941 rok |
|
Na terenach polskich ziem wschodnich wysłali Niemcy ostnio 9 oficerów i 360 posterunkowych policji granatowej , którzy przed wojną pracowali na naszych ziemniach wschodnich |
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 21.08.1941 rok |
|
Rózne wziętych wraz z podwodami chłopów polskich Płocka nie zwolniono dotychczas .Zostali umundurowani i uzywani są do słuzby taborowej na wschodzie. W Łodzi wzięto kilkuset młodych robotników polskich do wojskowych kompani roboczych .Wysłano już ich na wschód. |
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 02.10.1941 rok |
|
Wyjątkowe łajdactwo .Na ulicach Warszawy coraz częściej spotyka się rozmawiających czystą polszczyzną żołnierzy niemieckich w mundurach piechoty ,lotnicta itp.Stwierdzamy , że są to Polacy z róznych okolic G. Guberni -przymusowo posłanych do różnych robót pomcniczych w ramach niemieckich .Liczba pobranych Polaków sięga już tysięcy .Potworne to łajdactwo jest jeszcze jedną więcej zbrodnią , popełnioną przez wroga w stosunku do naszego narodu. |
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 13.11.1941 rok |
|
Śląsk. Październik był ciężkim miesiącem dla Śląska - przeprowadzono w tym czasie powołania do służby wojskowej kilkudziesięciu tysięcy mężczyzn Bezirkskommando" w Katowicach powołało l października- 800 mężczyzn, z roczników przeważnie 1907-1914. Równocześnie z tym poszczególne komendy policji wysłay karty powołań starszych roczników do służby wojskowej pomocniczej w Hiifsdienstcie" i w Besatzuagstruppe". Powalania te objęły do 15.X około 9000. Pobór obejmuje również robotników z kopalń i hut, ale do wysokości 15-35 proc. ogólnej liczby załogi; braki mają być uzupełnione jeńcami. Czyż trzeba podawać, jak potworną zbrodnią moralną i polityczną jest powoływanie do służby wojskowej ludności kraju podbitego? Za to krzyczące bezprawie - wystawiony zostanie kiedyś łotro-stwu hitlerowskiemu osobny rachunek! W powiatach rolniczych Śląska specjalne komisje przeprowadzają egzaminy rolników. Egzaminy odbywają się w języku niemieckim. Rolnicy nie władający dobrze tym językiem - nie są dopuszczani do egzaminów. W kilkanaście dni po takim odrzuceniu - zarządzana jest likwidacja gospodarstwa odrzuconego" rolnika, a sam rolnik wraz z rodziną wysiedlany jest na roboty do Rzeszy.
|
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 04.12.1941 rok |
|
Polacy na froncie Wschodnim .W poprzednim n-rze Biuletynu podaliśmy o werbowaniu przez firmę warszawską Nadorf robotników rzekomo do prac budowlanych w Rzeszy i na miejscu , a w rzeczywistości -do robót w pasieprzyfrontowym na Wschodzie Jak się obecnie dowiadujemy - firma Nadorfnie jest odosobnioną. Taką samą zbrodniczą działalność uprawiają inne firmy budowlane niemieckie (Schallinger, Kirchoff, Oemler itp.). Firmy te zwabiają w swe sidła robotników z różnych miast, miasteczek i wsi. Liczba Polaków wysłanych tym sposobem na Wschód przekracza już 13 tysięcy ludzi. Wszyscy ci robotnicy są wcielani do tzw. Organizacji Todta", zajmującej się robotami budowlanymi, a zwłaszcza fortyfikacyjnymi, w pasie przyfrontowym. Organizacja Todta składa się z kolumn robotniczych, liczących po 600-800 ludzi, zorganizowanych na sposób wojskowy i podlegających rygorom wojskowym. Czy Organizacja Todta będzie miała pociechę z Polaków - to jest sprawa inna. Nie wątpimy, że Polacy wywiezieni do prac fortyfikacyjnych, drogowych etc., na Wschód - potrafią urozmaicić życie zarówno sobie jak i swoim pracodawcom". |
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 09.04.1942 rok nr 14(118) |
|
Aby sobie uświadomić dokonywany na narodzie polskim gwałt, należy przypomnieć, że ludność Pomorza, licząca około 2 milionów, jest w 88 proc. polską. Otóż na ludność tą wywarto najbardziej bezwzględną presję moralną. Polaka na Pomorzu zmusza się do powiedzenia: jestem Niemcem". Stawia się go w takich warunkach, że przyznanie się do polskości urastać musi do bohaterstwa. Pomijamy bezwstyd hitlerowców, którzy raz jeszcze udowodnili, że hitleryzm niema nic wspólnego z ideowością, skoro tak łatwo wyrzeka się podstawowego swego założenia: rasy. Pomijamy to, gdyż błazenada Hitlera jest zbyt już częstą. Ale nienawykły do błazenad ideowych Naród Polski wypadki pomorskie przeżywa i przeżywać będzie jako swą bardzo ciężką krzywdę. To jednak nie wszystko, U podłoża sprawy leży pobór do wojska niemieckiego. Dlatego właśnie specjalnie szybko zbierano deklaracje od mężczyzn roczników 1910- 1924, którą to akcję zakończono już przed 28 lutym. Dlatego to już w cztery - pięć dni po podpisaniu deklaracji mężczyźni tych roczników otrzymywać zaczynali wezwania stawiennictwa do pułków. Oblicza się, że pobór ten dotknie około siedemdziesięciu tysięcy Polaków. Za parę miesięcy krew tych ludzi przelewać się zacznie na froncie bolszewickim obok krwi stu tysięcy Ślązaków, wcielonych już wcześniej do armii niemieckiej. Zbrodnie niemieckie w sposób męczący domagają się kary. Kary strasznej. Niestety - kara musi być odroczona. Jej termin nie od nas zależy. Braciom naszym pomorskim serdecznie współczujemy. Wiemy, że za te poniżenia, za tę dręczącą sumienie hańbę wypierania się swej narodowości, za ten mus noszenia wrogiego munduru - zapłacicie krzyżakom szkodzeniem wszelkimi dostępnymi wam sposobami. I tu w kraju i tam na froncie. A my, my wszyscy z innych dzielnic, krzywdę waszą zapamiętamy. |
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 21.05.1942 rok nr.20(124) |
|
Polacy ze Śląska i Pomorza , zostali przymusowo zapisani na listy narodu niemieckiego są masowo powoływani do wojska .Rzecz charkterystyczna ; w ksiażkach wojskowych , w rubryce narodowość wpisuje się tym ludziom Volkszu-gehorigkeit wird nach dem Kriege erklart (narodowość będzie określona po wojnie ). Czyli teraz idźcie ratować Rzeszę Niemiecką , a gtdzy wrócicie z frontu pogadamy na nowo o prawch , jakie będą wam przysługiwały. |
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 17.11.1942 rok nr 49(153) |
|
Na wschodnim froncie Taborzysta z musu Władze niemieckie naszego miasta ogłosiły pobór czterech roczników młodzieży do Pomocniczej Służby w Transporcie przy Niemieckich Siłach Zbrojnych. Tak się ułożyło , że nie mogłem uciec . I pewnego dnia znalazłem się na stacji towarowej W., gdzie wraz z 200 innymi powołanymi rozpoczęliśmy ładowanie do wagonów koni i wozów. Po dwóch dniach podróży znaleźliśmy się na ziemi sowieckiej . W miarę jak zagłębiamy się w terytorium rosyjskie - tym więcej widać plonów wojny. Wsie i miasta zniszczone, pobite, spalone. Sterczące kominy dają znać , że tutaj przeszła burza wojenna. Ludność wynędzniała, głodna, bez dachu nad głową otacza nasze wagony przy każdym postoju i błaga o kawałek chleba. Nędza strasz.na. Widać, że ludzie ci resztkami sił prowadzą walkę o byt. Tak wygląda Psków, Ługa, Stara Russa. Dojechaliśmy do Starej Russy. W drodze uciekło z naszej partii sześciu ludzi ale represji nie było. Tu w Starej Russie wyładowaliśmy konie i wozy. Przy zaprzęganiu mieliśmy wiele kłopotów, gdyż mało kto z nas znał się na tym. Po zrobieniu 5 km stanęliśmy w lasku, gdzie już był taki sam tabor jak nasz, tylko zamiast Polaków - taborytami byli w nim Litwini i Łotysze. Nocowaliśmy pod gołym niebem przy huku rozrywających się pocisków artylerii sowieckiej. Rano ruszamy dalej i teraz już wiemy, że zbliżamy się do linii frontu. Przez drogę panuje wielki nieład gdyż cokolwiek komu się zerwie, czy koło się złamie - zmuszony jest polegać tylko na swoim sprycie, a przecież większość z nas pojęcia nie ma o wozach i koniach. Skończyło się na tym, że z kolumny zrobił się jeden wielki bałagan i każdy jechał na własna rękę. Błoto straszne. Na noclegu jakoś zebraliśmy się wszyscy. Kazali nam dobrze opatrzeć konie i wozy, gdyż będziemy jechać 3 km wzdłuż frontu kotła, w którym znajduje się okrążona XVI armia niemiecka. W kotle Noc ciemna. Ruszamy. Dookoła świecą rakiety. Pojedyncze samoloty sowieckie przez całą noc krążą i zrzucają bomby. Słychać wszędzie działka przeciwlotnicze, karabiny maszynowe, widać reflektory. O świcie w jednym miejscu przejeżdżamy nie dalej jak 600 m od bunkrów sowieckich. Jeden pocisk trafia konia, którego na miejscu zabija. Byłoby może więcej ofiar, gdyby nie ciemna noc i mglisty ranek. Wjeżdżamy do kotła". Jedziemy drogą wykładaną belkami, po obu stronach las i błoto. Artyleria wciąż dokucza. Pędzimy konie, każdy na własną rękę wyrywa jak może. Znów pocisk pada blisko, rani woźnicę i konia. Ludność cywilna nie patrząc na rozrywające się pociski rzuca się na konia i choć ten jeszcze żyje - krają go, wyrzynając kawałami mięso. Część wozów psuje się i te zostają na tych strasznych, bagnistych drogach. Jak wóz utknie - zjawiają się zaraz z pobliża żołnierze niemieccy i targują od nas konie. Ten i ów woźnica ryzykuje - i sprzedaje konia, przeważnie sprzedajemy konie za papierosy, a owies oddajemy darmo głodującej ludności. Tym sposobem pod koniec pierwszego dnia marszu w kotle - brakowało już sporo taboru. Po drodze napotykamy na okropne widoki. Po obu stronach drogi leżą rozkładające się trupy ludzkie i końskie, jak widać nie pochowane od dłuższego czasu. Przeważnie trupy żołnierzy niemieckich. Są takie, co leżą na pewno już parę miesięcy bo z niektórych pozostała tylko cuchnąca miazga. Wszędzie widzimy zniszczony sprzęt wojenny, czołgi, auta pancerne, samochody, samoloty bojowe i transportowe -wszystko niemieckie. Wśród tego smrodu i okropnych wyziewów żyje żołnierz niemiecki brudny, zawszony, chyba nawet i głodny, gdyż po drodze zaczepiali nas i prosili o sprzedaż chleba.
Noc spędzamy na mokrej ziemi pod wozem. Z nastaniem ciemności znów samoloty sowieckie nie dają spokoju. Bomby padają w pobliżu. Po nocy brakuje kilkanaście koni, które -jak się okazało później - ukradli żołnierze niemieccy. Ze świtem jedziemy dalej i znów wjeżdżamy w straszne błoto. Część wozów postawiamy w tym błocie jako rzekomo popsutych. Wreszcie docieramy do miejscowości Diemiańsk i tu zdajemy resztki naszego taboru w sztabie dywizji. Ludność rosyjska Nocujemy w kołchozie na brudnym strychu w stajni. Tu spotykamy ludność miejscową. Pytamy jak żyją. Zamiast odpowiedzi - widzimy łzy w oczach. Ludzie padąją z głodu jak muchy. Ci, których widzieliśmy byli już spuchnięci z głodu. Wojna zastała ich bez żadnych zapasów, a co mieli to i to zabrali im żołnierze niemieccy. Bardzo dużo było uchodźców, którzy przyszli tylko z małymi pakunkami i będą musieli umrzeć śmiercią głodową. Nic nie zasiano. Pola leża odłogiem. Niemcy ludności cywilnej też nie nakarmią. Doszło do tego, że ludzie wybierają z nawozu końskiego nie strawione resztki owsa i pieką z tego placki. Do Niemców ustosunkowani są wrogo. Ze łzami opowiadając swoim życiu i mówią, że tylko przez Niemców będą musieli umrzeć z głodu. Niemcy Zresztą i sami Niemcy nie są syci. Podczas rozdawania prowiantu podchodzi do mnie żołnierz i prosi bym mu sprzedał kawałek chleba. Otrzymują 40 deka chleba dziennie i widać że to im nie wystarcza, że są głodni. Prócz chleba (który smarują marmoladą lub margaryną) - kawa czarna na śniadanie i kolacje, a na obiad - litr zupy. Bardzo lekko" jest na tej porcji żołnierskiej. Dowóz amunicji i żywności do kotła" odbywa się przy pomocy samolotów transportowych, przy eskorcie myśliwców. Widzieliśmy strącenie trzech transportowców przez myśliwce sowieckie. Około 40-50 transportowców czynnych jest przez cały dzień. Lecą nisko, nad samą ziemią. Nie byliśmy już tu potrzebni, tabor swój oddaliśmy, a ludzi nie potrzebują, gdyż przy dowozie amunicji z lotnisk na linię zatrudnieni są sowieci cywile. Wracamy samochodami, ale co chwilę musimy złazić, aby wyciągać maszyny z błota. Powrót w ogniu artylerii był bardzo przykry. Na drodze pełno świeżo pozabijanych i porannych ludzi. Ja wydostałem się szczęśliwie. W Starej Russie W Starej Russie staliśmy kilkanaście dni.. Łotyszów zatrudnili zbieraniem granatow kilku z nich zginęło. Nas zajęli oczyszczaniem placów. Stara Russa jest zupełnie zniszczona i rozbita. Prawie od roku jest pod ogniem artylerii sowieckiej. Broni pancernej niemieckiej widzi się mało. Przeważnie lekkie czołgi i autapancerne. Transport kolejowy funkcjonuje normalnie. Zniszczonego taboru kolejowego widzi się sporo. Ale dowóz amunicji i żywności do Starej Russy odbywa się moim zdaniem, jak dotąd, bez przeszkód. Lotnictwo sowieckie jakoś nie może sobie z tym dać rady.Po pewnym czasie wywieziono nas do Dyneburga. Stąd oddzielili nas od Litwinów. Ich zabrali nie wiadomo gdzie, a Polaków i Łotyszów podzielili na dwie grupy: jedną połowę odesłali do Niemiec na roboty, drugiej połowie, dali konie i wozy ora> trochę wódki na humory, a po pewnym czasie wysłali w drogę, jak się okazało znó\v na front. Życie na froncie Między Pskowem i Ługą widzieliśmy moc zniszczonego taboru kolejowego wszystko wagony niemieckie. Na stacji Czudowo - rozbito nas na małe grupuj i poprzydzielano do poszczególnych kompanii. Ja wraz z kolegą trafiłem do kormp. X, gdzie zastaliśmy już jednego taborytę Rosjanina (chłopca 17 lat) i jednego Estończyka (16 lat). Po paru dniach przydzielili do nas jeszcze dwóch Łotyszów. Kompania stała w lesie w strasznym błocie. Od pierwszego dnia wzięli nas do budowy drogi. Traktowano nas jak jeńców, a nawet gorzej. Nasza kompania liczyła 160 ludzi, do 120 znajdowało się w pierwszej linii, około 40 ludzi było przy taborze, przeważnie starzy, kalecy, a nawet byli i umysłowo chorzy. Odczuliśmy i zobaczyliśmy życie żołnierzy niemieckich na froncie. Najgorzej dała nam się we znaki higiena niemiecka". Żyło się w brudzie, hodując za koszulą pełno robactwa. Z początku było to dla nas dziwnym i śmiesznym gdy żołnierz przy pracy zdejmował bieliznę, a właściwie czarną brudną szmatę, i wybijał z wielką gorliwością wszy (zwane partyzantkami"), klnąc przy tym strasznie. Nawet w skarpetkach mieli pełno tego dobrego. Koce, ubrania były strasznie zawszone. Nam też przekazali w spadku swoich sublokatorów, tak że i my musieliśmy walczyć z partyzantkami". O żołnierza, nie mówiąc już o nie troszczono się wcale. Mógł być brudny, zawszony - byle koń był czysty i byle tylko pracował. Żołnierze w rozmowie w cztery oczy stasznie narzekają na warunki, na wojnę. Wszyscy maja już dość tej wojny. Mało jedzenia, dużo pracy, koniec wojny prędko być musi" - są to słowa, które powtarza prawie każdy żołnierz niemiecki. Trzymają ich dyscypliną. Żołnierze boją się strasznie swojej władzy. Za byle jakie przekroczenie lub nieposłuszeństwo - wysyła się ich na pierwszą linię. Dlatego też boją się bardzo, aby nie wpaść w oczy dowódcom. Miałem kilka takich rozmów z żołnierzami. Mówi jeden: Mam już dość tej wojny. Za co ja właściwie walczę? O ile Niemcy wygrają to i tak byt mój się nie polepszy. Podwójnej porcji jeść nie będę. A jak Niemcy przegrają - to zginę". A inny kiedyś, podpiwszy, rzucił wartę, przyszedł do kolegów, cisnął karabin i hełm o ziemię i pokazując palcem na ziemie powiedział: tu musi być koniec wojny". Każdy przy sobie nosi ulotkę sowiecką z przepustka dla niemieckiego żołnierza. Pójście na pierwszą linię jest dla nich czymś strasznym. Aby tego uniknąć żołnierze sami siebie kaleczą, np.: jeden odrąbał sobie trzy palce lewej ręki. Przez rok walk poległo tu moc żołnierzy niemieckich. W większych osiedlach spotyka się lasy krzyży. Należy przyznać, że cmentarze wyglądają bardzo ładnie? o poległych naprawdę dbają. Na ogół w czasie mego pobytu w Czudowo było na froncie spokojnie. Dwa razy tylko było bombardowanie, a raz partyzanci ukradli 70 koni. Pod Leningradem Po pewnym czasie przerzucono naszą dywizję pod Krasne Sioło. Zauważyło się brak motoryzacji, gdyż żołnierze tę całą trasę około 300 km musiał przebyć na piechotę. I tu dopiero, pod Krasnym Siołem, poczuliśmy na dobre co to bitwa. Zostałem wysłany do dowozu amunicji. Jeździłem z amunicją około 20 dni, ale gdy zauważyłem że z naszego batalionu zginęło trzech woźniców - powiedziałem sobie dość Na pożegnanie z frontem, z którego udało mi się z dobrym skutkiem wymigać stwierdziłem radosną nowinę: przy próbie szturmu na Leningrad z mojej kompani liczącej wówczas 120 ludzi - pozostało tylko 40. Reszta - zabici i ranni. Leningrad widać było z naszej górki. Widać było dymiące kominy, więc widocznie ,fabryki tam idą. Lotnictwo sowieckie też jest tu silniejsze niż gdzie indziej. Ale tak mi się jakoś zdaje, że dopóki u Niemców będzie karność i dyscyplina, to Sowieci nie dadz im rady Taboryta z musu.
|
|
Biuletyn Informacyjny z dnia 29.07.1943 rok nr 30(185) |
|
Nowa Branka Zwracamy na wszczętą ostatnio żywą akcję warszaskiego Arbeitsamtu. Jest to werbunek do erobut na wschodzie , przeprowadzany wśród wykwalikowanych robotników . Arbeitsamt ząda list pracowników od zakładów przemysłowych i w szybkim tempie wzywa do wyjazdu wielkie ilości zatrudnionych .Dotknęło to dotąd fabryki metalurgiczne , meblaskie , firmy budowlane. |
|
|
Początek
książki...O
Galicji ...Zdjęcia
z kresów ..Mapy
historyczne..Kresy
wschodnie